BOGUSŁAW MEC 21.04.1947–11.03.2012

Naprawdę jaki był? Spokojny, zrównoważony, czasem zamyślony, trochę romantyczny. Gdy pojawiał się na estradzie w kapeluszu à la Danyel Gerard, w garniturze z różą w klapie, niekiedy okryty jeszcze czarną peleryną, emanowała z jego postaci aura tajemniczości. Na pozór. Był bowiem postacią wyjątkowo barwną. Inteligentny, błyskotliwy, elokwentny, pedantyczny. Kochał i nienawidził. U jednych budził zachwyt, drugich zrażał swoją nonszalancją. Ale we wszystkim, co robił, miał klasę i swój styl. Jako piosenkarz, kompozytor, autor tekstów i plastyk – niezwykle umiejętnie łączył te umiejętności i pasje w malowanie swoich piosenek. Tak, tak. On je malował. Nawet wtedy, kiedy w jego artystycznej karierze było więcej w nim malarza niż śpiewającego barda.

Dzieciństwo i młodość spędził w rodzinnym Tomaszowie Mazowieckim. Tam uczono go muzyki i gry na kilku instrumentach. Poznał scenę i kulisy teatru, a w liceum zaśpiewał po raz pierwszy przed szkolną publicznością. Na studia wybrał się do Łodzi. Do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych. W 1968 roku został studentem Wydziału Projektowania Ubiorów. Warto o tym pamiętać, albowiem gdy znalazł się przed publicznością Studenckiej Giełdy Piosenki, pojawił się na scenie nie tylko wokalista obdarzony charakterystycznym, głębokim, aksamitnym i trudnym do podrobienia głosem, ale też artysta, który swym wyglądem i ubiorem wywarł ogromne wrażenie, nie mniejsze niż muzyczne.

Od łódzkich giełd – w 1969 roku zdobył I nagrodę i nagrodę publiczności za interpretację oraz wyróżnienie za Obłąkanego kataryniarza, a w 1971 roku nagrodę główną za To nie był sen – aż do końca swej aktywności artystycznej będzie dzielił Mec czas między piosenkę i malarstwo. A dzieląc, łączył.

Nagrodzona w Łodzi piosenka To nie był sen pozwoliła mu wygrać debiuty na KFPP Opole ’71. Rok później powtórzył sukces. Namalowany przezeń Jej portret stał się jego muzyczną wizytówką. A w środowisku słusznie zaczęto nazywać go polskim Nat King Colem, piosenkarzem, który śpiewa wprawdzie po polsku, ale z jakże amerykańską ekspresją.

Festiwale kusiły, mamiły estrady krajowe i zagraniczne, dokąd wyjeżdżał coraz częściej. Jednakże mimo popularności, jaką zdobył, zdecydował się Bogusław Mec na krok zdumiewający. Powrócił na uczelnię, by dokończyć studia.

Przypomniał się publiczności dopiero po dwóch latach, wyśpiewując wraz z Ewą Dębicką wyróżnienie dla piosenki Mały, biały pies na KFPP Opole ’77. Dwa lata później sięgnął tam po trofeum dla piosenki W białej ciszy powiek, nagrodzonej także na festiwalu OIRT w Pradze w 1980 roku. I znowu zaczął powiększać swój repertuar. Nad każdą nową piosenką pracował z wrodzoną sobie starannością. „Nie kieruję się żadnym stylem – powtarzał wielokrotnie w wywiadach – śpiewam to, co chcę”.

Sięgał zazwyczaj po to, czego oczekiwała jego publiczność – nietuzinkowych interpretacji. Z takich właśnie wykonań znane są m.in. melodie międzywojennego kina, światowe przeboje, piosenki retro, a nawet ballady w stylu country.

„Strzaskał lirę na dobre”? – pytała jedna z gazet, gdy zauważono jego nieobecność po wprowadzeniu stanu wojennego. Tymczasem Mec koncertował w klubach polonijnych Chicago i Nowego Jorku, zadawalając rodzimą publiczność wydaną „z poślizgiem” debiutancką płytą Nie biegnij tak. Po powrocie nagrał drugą płytę, pojawił się przed łódzką i ogólnopolską telewidownią i znowu pełno go było na estradzie, w kraju i na świecie.

Na początku lat 90. pokazał się w zupełnie nowej roli – artysty malarza. Wielokrotnie demonstrował swoje obrazy na indywidualnych wystawach malarskich w Europie, Kanadzie i USA. Nie zerwał jednak z piosenką, dodając do niej specyficzną w formie scenografię.

Odtąd słuchać można było Meca pośród własnych prac plastycznych na Śpiewających wernisażach, jedynym w swoim rodzaju koncercie łączącym wystawę plastyczną z recitalem piosenkarskim. Oprócz sztalug z obrazami pełno było wokół bibelotów – jego plakatów, folderów reklamowych, okładek wydawnictw fonograficznych, kapeluszy i strojów estradowych.

W 2001 roku choroba zachwiała jego popularnością. Nie zdołała jednak pozbawić go szansy nagrania płyty, zatytułowanej nomen omen Recepta na życie. W końcu wrócił na scenę. W 2005 roku na festiwalu w Opolu wystąpił w duecie z Anną Marią Jopek z piosenką Jej portret. Zachęcony ciepłym przyjęciem przez publiczność i telewidzów postanowił zwielokrotnić opolski sukces, nagrywając płytę Duety. Wkrótce nastąpił jednak nawrót choroby, którą przegrał z kretesem. Ostatni raz pokazał się publicznie widzom programu telewizyjnego Szansa na sukces, ale nie zdołał już zobaczyć go osobiście.

Tracklista
1. Na pozór
2. Jej portret
3. To nie był sen
4. Obłąkany kataryniarz
5. Od lat
6. W małym kinie
7. Nie biegnij tak
8. W białej ciszy powiek
9. Nigdzie miejsca nie zagrzeję
10. Odkąd ciebie mam
11. Malarz i poeta
12. Do kraju szczęścia
13. W drodze do Fontainbleau (duet z Krystyna Giżowską)
14. Mały szu
15. Liryczny taniec
16. Z wielkiej nieśmiałości
17. Lubię kiedy śpiewa Nat King Cole (duet z Tatianą Okupnik)
18. Mały, biały pies (duet z Justyną Steczkowską)
19. Na pozór (duet z Krzysztofem Kiljańskim)

Tagi: